29 grudnia 2013

Rozdział 2.

Postanowiłyśmy razem z Alice, że rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu. Najprawdopodobniej w sobotę lub niedzielę. Zapraszamy do czytania.

- Malfoy, co Ty odpierdalasz, że tak zapytam? - Zerknął na nią spod przymrużonych powiek. “Zmieniła się”, przemknęło mu przez głowę.
- Zrobiłem Ci jedzenie, to z łaski swojej nie narzekaj i jedz, bo to pierwszy i ostatni raz, kiedy gotuję dla szlamy - powiedział wyniośle i zabrał swój talerz, kierując się w stronę kanapy. Usiadł i zabrał się za jedzenie.
- Nie potrzebuję twojego jedzenia - powiedziała ostrym tonem. - Chcę tylko, byś zwrócił mi moje ubranie i wypuścił z tego przeklętego miejsca. Ruszyła w stronę blondyna, który siedział na kanapie i jadłśniadanie.
- Nie dopóki mi nie powiesz co się stało u ciebie w domu -odparł i podniósł na nią wzrok. Gryfonka nie odpowiedziała, tylko skrzyżowała ręce na piersi - Ja tak mogę siedzieć długo. To tobie zależy na ucieczce stąd - uśmiechnął się i wrócił do śniadania.
- Idź do piekła - powiedziała brązowowłosa i wróciła do łazienki, trzaskając przy tym drzwiami. Oparła się plecami o drzwi i zsunęła się po nich na ziemię. “Tak właściwie to czemu im to zrobiłam? Przecież zaklęcie zmiany osobowości miało działać do końca szkoły. Czyżbym…” Przemyślenia przerwało jej nagłe łomotanie w drzwi.
- Granger rusz się, nie jesteś w tym domu sama. - Hermiona poczuła jak gorąca łza spływa jej po policzku. Otarła ją szybko wierzchem dłoni i otworzyła drzwi, wpuszczając ślizgona.
- Płakałaś? – zapytał na jej widok.
- Nie - ucięła szybko. - Gdzie są moje ubrania?
- Guzik! - Zawołał głośno Draco. Przed nim jakby znikąd pojawił się skrzat domowy. - Przynieś tu ubrania dziewczyny.
- Tak, panie. - skrzacik znikł, ale chwilę później pojawił się z ubraniami w dłoniach. Hermiona wyciągnęła rękę po rzeczy, a on jej je podał. Dziewczyna chwyciła za krawędź drzwi i zatrzasnęła je przed nosem ślizgona. Wyciągnęła z kieszeni zminimalizowaną walizkę ze swoimi rzeczami i powiększyła ją do normalnych rozmiarów. Znalazła w niej nową parę bielizny i czyste ubrania. Stare wsadziła do środka i znów zmniejszyła bagaż. Postanowiła wynieść się z tego domu jak najszybciej. Otworzyła drzwi i weszła znów do sypialni Dracona. Ślizgon siedział na kanapie, opierając się wygodnie i widocznie czekając na nią.
- Hermiono - powiedział. Wzdrygnęła się na dźwięk swojego imienia. Przeważnie nazywał ją  znienawidzonym nazwiskiem, albo po prostu “szlamą”.  - Powiesz mi, co się stało? - w jego głosie było słychać czułość. Coś, czego nigdy u niego nie słyszała. Kiedy patrzyła w te jego szare oczy, które aż błagały, by mu coś powiedziała, ruszyła przed siebie i usiadła na kanapie obok niego, ale zachowała przy tym odpowiedni odstęp.
- Chcesz wiedzieć dlaczego torturowałam moich rodziców? To długa historia.
- Mamy czas - powiedział i rozsiadł się wygodniej.
- Sięga to do czasów mojego dzieciństwa. Kiedy miałam 7 lat moja matka wyjechała na jakąś konferencję z pracy. Ojciec przyszedł nawalony do domu i wszedł do mojego pokoju. Uznał, że skoro Jane nie ma to może sobie ze mną zrobić, co chce. To był pierwszy raz kiedy mnie zgwałcił - powiedziała i poczuła, że łzy znowu napływają do jej oczu. - Robił mi to codziennie przez cały tydzień dopóki matka nie wróciła do domu. Kiedy powiedziałam jej o tym, nic nie zrobiła. Jakby już wcześniej wiedziała, że to się stanie. Wiesz, co mi powiedziała? Że po to przyszłam na świat. Że jestem tylko po to, żeby zadowalać ojca, kiedy on tego zechce. George wiedział, że Jane dała mu wolną rękę i od tego czasu przychodził codziennie. Każdego pieprzonego dnia mnie wykorzystywał i się z tego śmiał. Z dnia na dzień wymyślał coraz to lepsze zabawy i kary za moje nieposłuszeństwo. Coraz bardziej bolesne, nie tylko fizycznie. Cały czas chodziłam cała posiniaczona i zgaszona. Kiedy okazało się, że jestem czarownicą, zaświeciło się światełko w tunelu. Małe, ale było. Wyjechałam do Hogwartu i tam szukałam ksiąg na temat zaklęć zmieniających osobowość. Nie chciałam być tą dziewczyną, którą byłam, a nie mogłam udawać przez całe życie. Znalazłam jedno i je
rzuciłam. Podziałało i gdy byłam w zamku wzmacniało się, lecz gdy wracałam do domu znów byłam tą zagubioną dziewczynką, którą gwałcono raz za razem. W chwili, gdy skończyłam edukację, zaklęcie wygasło. Kiedy w zeszłym roku podróżowałam z Harrym ponowiłam zaklęcie, ale gdy wróciłam do tego przeklętego domu znów przestało działać. Kilka dni temu uznałam, że dam sobie jeszcze jedną szansę. Wrócę do Hogwartu i skończę siódmą klasę. Ponowię zaklęcie i znów będę tą miłą dziewczynką, którą wszyscy znają. Kiedy uciekałam, natknęłam się na mojego ojca i zaczęłam go torturować, matka też wpadła… i też dostała. Szczerze, to nie wiem, czemu to zrobiłam. Może ta złość która była we mnie przez te wszystkie lata nagle eksplodowała? Nie wiem. Jedyne, co mi chodziło po głowie, to cierpienie. ICH cierpienie. Chciałam, by bolało ich to tak, jak mnie przez te jebane 11 lat. Potem pojawiłeś się ty i mnie powstrzymałeś, a resztę już znasz. - z jej oczu znów płynęły łzy. Pociągnęła nosem i otarła je. - Teraz rozumiesz? Muszę się stąd wydostać.
Draco wyglądał na wstrząśniętego. I tak się właśnie czuł. Nigdy sobie nie wyobrażał, że ta dziewczyna, którą tak gnębił, miała tak okropne życie. Patrzył w jej oczy i nie mógł uwierzyć. Zawsze myślał, że jej życie było cholernym ideałem, a teraz cały jego światopogląd runął. Podniósł rękę i dotknął jej policzka, ścierając łzy. Wzdrygnęła się pod jego dotykiem, ale nie odsunęła się. "Draco, ty idioto, nie dotykaj jej! Ona była tak dotykana przez 10 lat!". Już chciał sobie odpowiedzieć, że nie w taki sposób, ale jego paranoiczny głos miał rację. Hermiona była TAK dotykana i nienawidziła tego dotyku. Szybko cofnął rękę i powiedział:
- Przepraszam, Hermiono. Naprawdę przepraszam. Przez cały nasz pobyt w Hogwarcie ci dokuczałem, a ty miałaś w domu piekło. Nawet się nie zastanawiałem, przez co przechodziłaś - powiedział Draco. Nigdy nie sądził, że będzie mu jej żal, a teraz ma nawet wyrzuty sumienia. Kurwa, Draco weź coś zrób! - Chcę ci to wynagrodzić. - powiedział po chwili ciszy.
- Co masz na myśli? - zapytała podejrzliwie Hermiona.
- Słuchaj. Mój ojciec po tej całej bitwie został zamknięty w Azkabanie, a matka od niego odeszła i przeprowadziła się, zostawiając cały ten dom dla mnie. Ledwie co zaczęły się wakacje, a ty już nie masz dachu nad głową. Do rozpoczęcia roku zostały jeszcze dwa miesiące, więc… - urwał, spoglądając na nią.
- Więc co? - zapytała Hermiona. Draco starał się wychwycić z jej tonu złość, zdziwienie, cokolwiek, ale mówiła tak naturalnym głosem, że nie mógł wyczuć jej nastroju.
- Więc może chciałabyś pozostać tu jako mój gość do końca wakacji?
- Ja...
***
Gość do końca wakacji. To miłe. Malfoy jest miły pomimo tej odczuwalnej litości kierowanej w jej stronę.
- Ja... Posłuchaj, Malfoy... Draco. To miłe z Twojej strony, że mnie tu przyprowadziłeś, że niejako się mną zaopiekowałeś, ale ja nie potrzebuję od ciebie litości. W ogóle jej nie potrzebuję. Nie jestem już tą siedmiolatką, którą można wykorzystać. Mam 18 lat. Nie dam sobą więcej pomiatać. Nikomu - powiedziała te ostatnie słowa ze złością i wstała, ruszając w stronę wyjścia. Niestety nie uszła daleko, bo ślizgon stanął między nią a drzwiami i przytrzymał je ręką, by ich nie otworzyła.
- Po prostu się nad tym zastanów. Proszę. Nie robię tego tylko dlaciebie. Robię to dla siebie. Moja rodzina zrobiła zbyt wiele złego - tutaj Draco zrobił krótką przerwę - nie chcę taki być. Chcę byćlepszy. Wystarczy, że popatrzysz na mojego ojca. Był śmierciożercą i jak skończył? Siedzi sam w więzieniu. Więc to nie jest litość. To jest akt egoizmu. Tak, kurwa! Chcę cię wykorzystać (hot!), by się zmienić. Jeżeli uważasz, że to jest za wiele- drzwi są otwarte, ale proszę cię... Zostań.
Hermiona patrząc w oczy arystokraty zastanawiała się, czy mówi prawdę. Nie zniesie więcej. Nie chce przechodzić znowu przez piekło.
- Zgoda - powiedziała. Draco odetchnął z ulgą. Dziewczyna wiedziała, że nie było to dla niego łatwe. Dla niej też. Jej kilkuletni wróg nagle proponuje jej mieszkanie? To nierealne!
- Ale nie będę spała z Tobą w jednym łóżku. - Chłopak zaśmiał się i puścił drzwi.
- Sypialnia obok jest wolna, możesz ją zająć. - powiedział ze szczerym uśmiechem na ustach, co nieco zdziwiło dziewczynę. Malfoy i szczery uśmiech? Niespotykane, chociaż tak piękne... “Chwila, czy ja właśnie pomyślałam, że on w zestawieniu z uśmiechem = piękny? Nie no. Granger, padło Ci na łeb”. Hermiona wyszła z pokoju w Pośpiechu, by nie pomyśleć ani zrobić więcej nic głupiego. Weszła na bogato zdobiony korytarz i skręciła w prawo, do “jej” pokoju. Nie był on typowo ślizgoński. Był brązowy ze złotymi zdobieniami. Duże łóżko zajmowało większą część pokoju. Pod ścianą była kanapa z brązowej skóry i Hermiona mogła się założyć, że to była prawdziwa skóra, która kosztowała więcej niż ona kiedykolwiek zarobi. Dziewczyna usiadła na sofie, podciągnęła nogi pod brodę i objęła się ramionami.
Nagle zaburczało jej w brzuchu. Nie jadła nic od dwóch dni. Postanowiła coś sobie zrobić, więc wyszła z pokoju i po omacku zaczęła szukać kuchni w tym wielkim domu. Wreszcie znalazła odpowiednie pomieszczenie i zajrzała do lodówki. Była pełna. Chyba nie powinna się zdziwić, ale tak było. W domu zawsze było coś do odgrzania, a w Hogwarcie– już ugotowane. Nigdy nie zastanawiała się nad tak małą rzeczą, ale to było miłe. Wejść do domu w którym jest pełna lodówka. “GRANGER! O czym ty myślisz? Czy ten głód padł Ci na mózg?!” otrząsnęła się szybko i wyciągnęła dżem malinowy, a z chlebaka bułkę i zrobiła sobie kanapkę. Usiadła na wysokim stołku barowym i zaczęła jeść. Jej brzuch chyba zrobił wesoły fikołek, bo poczuła się trochę dziwnie. Pełność, którą czuła, nie była czymś, co sprawiało dyskomfort. To była jedna z tych chwil, kiedy była naprawdę szczęśliwa.
- Smacznego - usłyszała za sobą. Nie odpowiedziała, skinęła tylko głową i sięgnęła po szklankę z sokiem, która nie wiedzieć jak i kiedy się pojawiła. - Chciałabyś coś dzisiaj porobić?
- Hmm… - mruknęła. - Poczytałabym coś chyba, albo może... Um… pokażesz mi posiadłość? Nie wiem co gdzie jest, a odnalezienie się w tym molochu jest dość trudne. - Mruczała pod nosem.
- To może… - zamyślił się na chwilę - Może najpierw Cię oprowadzę, a potem pokażę biblioteczkę? - uśmiechnął się zawadiacko na co dziewczyna skinęła tylko głową, zajadając się swoją kanapką. Draco poczekał, aż dziewczyna ją skończy i zszedł z krzesła, by zacząć wycieczkę.
Oprowadzanie dziewczyny po domu zajęło im 20 minut. Za każdym razem, kiedy Hermiona widziała jakiś zabytkowy przedmiot, albo coś innego zachwycała się i zastanawiała, czy jest to prawdziwe, czy podrobione. To była Hermiona, którą znał. Ślizgon myślał, że to zaklęcie które na siebie rzuciła zmieniło ją, ale nie tak do końca. Umysł kujonki chyba miała wrodzony, bo starała się wymyślać jakieś informacje na temat artefaktów w jego domu. Tak naprawdę Draco nigdy się nie zastanawiał skąd wzięły się tu te rzeczy. Jego matka zawsze uwielbiała starocie i ściągała je z różnych miejsc. “Teraz nikt nie będzie dekorował tego domu”, pomyślał Malfoy. Jego matka się wyprowadziła i dom należał tylko do niego.
Kiedy skończyli wycieczkę, Draco wskoczył szybko do pokoju i wyciągnął z niej czarną chustkę. Zawiązał ją na oczach gryfonki. Poprowadził ją do swojej biblioteczki i zdjął opaskę.
- Książki pewnie pokryły się kurzem, ale karzę Guzikowi je posprzątać.
Hermiona otworzyła oczy i o mało nie zemdlała. Na widok tylu książek zakręciło jej się w głowie. W tym pokoju było więcej ksiąg, niż zdoła przeczytać w życiu. Ba, w życiu 10 osób razem wziętych! Podeszła do pierwszej półki i dotknęła tych starych i delikatnych okładek.
- To jest… wspaniałe. Poważnie Draco, chyba nie wyjdę z tego pokoju do końca życia - mówiła jak najęta. Przeglądała wszystkie tytuły, z chwili na chwilę jej oczy coraz bardziej się rozszerzały. - Draco… - wyszeptała - jakim cudem macie tu te wszystkie książki? Przecież… przecież większość z nich zaginęła dawno temu, albo były tylko pojedyncze egzemplarze.
- To tak jak z antykami - odparł - moja matka kochała starocie. Sprowadzała tu wszystko, co napotkała.
- To wiele wyjaśnia. - rozejrzała się po całym pomieszczeniu. - Można tu przynieść jakiś fotel czy coś w ten deseń? Myślę, że się przyda.
Draco się zaśmiał i chwilę później wrócił z fotelem, który unosił się w powietrzu.
- Muszę coś załatwić na mieście – powiedział, kiedy gryfonka wybierała pierwszą książkę - a ty możesz tu spędzić tyle czasu, ile chcesz. - oczekiwał na jakąś reakcję z jej strony, ale jedyne co dostał to tylko zamyślone “mhm”. Uśmiechnął się pod nosem i pozostawił dziewczynę samą sobie. TA sprawa nie może czekać.
***
Dom Grangerów nie zmienił się od ostatniej wizyty. Ganek tak jak ostatnio był zadbany, a Draco znów miał słyszeć krzyki rodziny. Zapukał do drzwi i czekał na jakąś reakcję. Po chwili czekania wejście otworzyło się.
- Dzień dobry - powiedziała uśmiechnięta pani domu.
- Witam. Jestem przyjacielem państwa córki. Jest może w domu? - powiedział z zalotnym uśmiechem przylepionym na twarzy. Mina kobiety zrzedła na wspomnienie Hermiony.
- Przykro mi, zwiała kilka dni temu - odpowiedziała uciekając wzrokiem.
- Rozumiem, a mógłbym wejść? Chodzi o coś, co jej pożyczyłem, a nie oddała mi.
- Tak, tak.. proszę, wejdź - kąciki jej ust uniosły się nieznacznie w imitacji uśmiechu. Swoje kroki od razu skierował w stronę schodów, a Jane szła zaraz za nim. Draco wszedł na górę i nie wiedząc, które drzwi ma otworzyć, spojrzał na Jane. Widząc ton kobieta niezdecydowanym ruchem ręki wskazała konkretny pokój. Ślizgon otworzył czarne drzwi i zobaczył dziewczęcą sypialnie. Jego pierwsze spojrzenie padło na łóżko. Idealnie zaścielone, przykryte czarnym jak noc kocem. Ściany były w odcieniu bladej zieleni i współgrały z fioletowym puchowym dywanem obok olchowego biurka, na którym– tak jak się spodziewał– piętrzyły się książki wyciągnięte z dość obszernej biblioteczki, stojącej naprzeciw łóżka. Komoda, która stała obok była zapełniona różnego rodzaju figurkami, które odzwierciedlały osobowość dziewczyny.
Draco zerknął na kobietę, która stała w progu i intensywnie goobserwowała.
- Niech pani tak nie stoi, tylko usiądzie. Muszę przeszukać pokój, żeby naleźć TĘ rzecz– Draco zaczął przeszukiwać półki które stały przy ścianach w poszukiwaniu... niczego. Wszystkie były puste i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. W końcu dziewczyna miała wszystkie swoje rzeczy przy sobie. Przechodząc obok drzwi pchnął je lekko w taki sposób, że zamknęły się z cichym kliknięciem. Używając zaklęć niewerbalnych wyciszył pokój i zablokował wejście. Kobieta spojrzała na niego z przestrachem w oczach, kiedy wyciągnął różdżkę z kieszeni płaszcza. Gdy wycelował w nią czubkiem, raptownie wstała i zaczęła się odsuwać w kąt pokoju, krzycząc przy tym jakby ją ktoś obdzierał ze skóry.
- Nic Ci to nie da kobieto. Pokój jest całkowicie wyciszony. Ateraz sobie porozmawiamy - powiedział Draco z mściwym uśmieszkiemna ustach.
***
Ślizgon znów szedł tą samą ulicą, co dzień wcześniej, tylko z poczuciem satysfakcji. Postanowił potorturować starą Granger i wyczyścić jej umysł tak, żeby zapomniała jak się nazywa. Potem zajął się George’m i zrobił to samo, ale wpłynął dodatkowo na jego umysł i wmówił mu, że jest gwałcicielem i porywa kobiety, a ta będąca jest w pokoju obok jest jego ulubioną ofiarą. Zamknął drzwi wejściowe na klucz, który miał tylko ojciec Hermiony. Jego nowa tożsamość powinna się zatroszczyć o to, by kobieta nie wyszła z
domu. Wiedział, że będzie cierpieć, ale nie pomyślał o ojcu. On będzie z tego czerpał radość. Obiecał sobie, że jeszcze tu wróci i sprawi, by on również cierpiał. Może za rok, może za dwa. Ale na pewno dopnie swego. Kiedy znalazł się w jednym z ciemnych zaułków aportował się do Malfoy Manor. Już w holu czuł przyjemny zapach płynący z kuchni. “Hermiona  coś gotuje?” zdziwił się ślizgon. “Ej, stary, czekaj… czy ty ja właśnie nazwałeś po imieniu? Nie no, coraz gorzej z Tobą.” Chłopak zignorował ten irytujący głos i ruszył za zapachem. W do dużego pomieszczenia. Gryfona stała obok kuchenki i mieszała coś w garnku. Nie zwracała na niego uwagi. Zbyt była zajęta wpatrywaniem się w to coś, co powstawało na kuchence. Nagle owo coś zaczęło niebezpiecznie bulgotać.
- O nie, nie, nie, nie… - mówiła Granger nie mając pojęcia, że Malfoy na nią patrzy. - Błagam, tylko nie to.
- Co tam tak gotujesz? - odezwał się chłopak, a dziewczyna podskoczyła. - Albo starasz się ugotować.
- MALFOY! Nie starasz mnie! - wrzasnęła i wróciła do mieszania tej potrawy nieznanego pochodzenia i działania. - O co Ci chodzi? Nigdy nie mówiłam, że umiem gotować. Staram się, ale za każdym razem coś mi nie wychodzi - jęknęła zawiedziona, wyłączając piecyk.
- A co chciałaś ugotować? - zaśmiał się.
-Spaghetti. Makaron już dawno zimny, a ja sosu nie potrafię zrobić - burknęła w odpowiedzi, zakrywając twarz dłońmi.
- Pokaż, co tam masz… - podszedł i zerknął na TO COŚ co powstało w garnku. “CUD, ŻE TO JESZCZE NIE ŻYJE WŁASNYM ŻYCIEM!”, krzyknął w myślach. - Co tu dałaś?
- Umm… Mięso, sos ze słoika, wodę, cebulę… jakieś przyprawy. No i chyba trochę wódki dolałam przez przypadek. - mruknęła. Spojrzał na nią jak na idiotkę. Miona spłonęła rumieńcem, czując jego wzrok na sobie. - NO CO!? Nie moja wina, że nigdy nie gotowałam! Zawsze wszystko odgrzewałam w tej pieprzonej mikrofali. NIGDY NIE MIAŁAM SZANS SIĘ NAUCZYĆ! - Ostatnie zdanie wręcz wykrzyczała w twarz arystokracie i wybiegła ze łzami w oczach. Malfoy, niewiele myśląc, pobiegł za nią. Nie musiał długo jej gonić, bo była od niego wolniejsza i biegła w znanym mu kierunku. Skręciła w korytarz przy, którym znajdowały się ich sypialnie. W chwili, gdy chwyciła za klamkę swojego pokoju, poczuła uścisk czyjejś ręki na ramieniu, a zaraz potem ktoś ją objął. Czuła się dziwnie. Po tym wszystkim, co przeszła nie mogła nawet znieść towarzystwa faceta, a co dopiero jego dotyku.
- Przepraszam, Miona - wyszeptał Dracon. Ona tylko bardziej wtuliła się w jego ramiona, wylewając coraz więcej łez i ujawniając światu, jak bardzo wrażliwa i bezsilna była. Nagle poczuła, jakby zaczęła się unosić nad ziemią. Poczuła ten charakterystyczny zapach, który unosił się w sypialni chłopaka. Lekka woń pomarańczowego żelu pod prysznic wymieszana z mocniejszymi perfumami, która wydawała jej się najlepszym zapachem na świecie. Posadził ją na swoim łóżku nie wpuszczając z objęć, czekając, aż się uspokoi. Chwila ta nadeszła nieoczekiwanie szybko. Kiedy łzy przestały lecieć, a oddech się wyrównał, otworzyła oczy.
- Nie to ja… - zatrzymała się na chwilę. Dostrzegła czerwoną plamę na nieskazitelnie białej koszuli kolegi. Uniosła głowę, by spojrzeć w jego oczy. Były… no właśnie, jakie były? Dziwne? Tak, to chyba odpowiednie słowo. Zerknęła jeszcze raz na plamę na odzieniu, dając chłopakowi tym samym do zrozumienia, że też ma spojrzeć. Wyplątała się z jego objęć i odsunęła na mniej więcej metr. -Malfoy, um...czy to jest krew? - zapytała z lekkim wahaniem.
- Tak. - odpowiedział krótko. Spojrzała na niego ze strachem.
- Czy-czyja? - zająknęła się. Patrzał jej prosto w oczy. Nie mógł jej okłamać. Nie chciał tego robić. Te kilka dni, kiedy się nią opiekował, coś dla niego znaczyły. Nie mógł tego w tak banalny sposób zaprzepaścić.

- Twoich rodziców. - powiedział nie odwracając wzroku od jej oczu. Oczekiwał jakiejś reprymendy, ucieczki, pobicia, czegokolwiek, jednak nie. Ona tylko patrzyła na niego nieprzeniknionymi oczami.

Alice&Sasza
z małą pomocą Willa.
Beta: Zuzia.

22 grudnia 2013

Rozdział 1.



Witamy!
Chciałyśmy Wam powiedzieć, że po raz pierwszy piszemy razem opowiadanie w tym stylu- więc liczymy na wyrozomiałość.
Rozdziały będą pojawiać się jak tylko napiszemy, a nasza kochana Elle(beta) zbetuje.
Mamy nadzieję, że Wam się spodoba i więcej osób to będzie czytać.

Siedziała na parapecie, paląc kolejnego papierosa tej nocy. Płakała. Informacja, że jest jej źle, byłaby wielkim nieporozumieniem. Co takiego mogło się stać, że czuła się tak, a nie inaczej? To samo co od siedmiu lat. Pomiatanie, bicie, gwałty...Jej psychika powoli się sypała. To wszystko zaczynało ją przerastać. Za dużo jak na osiemnastoletnią, ładną dziewczynę, która ma przed sobą całe życie. Już postanowiła, wiedziała co ma robić.
Powoli zgasiła ostatniego papierosa, otarła słone łzy z policzków i jednym machnięciem różdżki wyciszyła pokój. Wyciągnęła z dna szafy największą walizkę i zaczęła pakować wszystkie swoje rzeczy. Nie spieszyła się, wiedziała, że George i Jane późno położą się do łóżka. Ubrania, książki, kosmetyki... Pakowała wszystko, nie zamierzała już wracać. Nie do miejsca, gdzie spotkało ją tyle zła. Kiedy wszystko co było widoczne, zostało już spakowane, odsunęła jeden z paneli i wyciągnęła wszystkie swoje oszczędności. Miała ich dość sporo. Dziękowała w duchu ludziom, którzy zatrudniali ją w ciągu wakacji mimo tego, że nie była osobą pełnoletnią. Miała w ręku równe dziesięć tysięcy funtów.
Znów usiadła na parapecie i nalała sobie Ognistej Whiskey. Wpatrywała się w widok, którego miała już więcej nie zobaczyć. Już nigdy nie zamierzała pojawiać się w Wielkiej Brytanii. Wiedziała to na pewno. Jednym łykiem wypiła całą zawartość szklanki.
Była 3:00. Mogła już iść, nic nie stało jej na drodze do tego, oby opuścić to miejsce. Miejsce, w którym tyle wycierpiała. Walizkę zmniejszyła do rozmiarów paczki zapałek i schowała do kieszeni spodni, różdżkę zaś schowała do lewego kozaka. Złapała torebkę, w której były schowane wszystkie eliksiry i ruszyła przed siebie. Powoli otworzyła drzwi upewniając się, że nikogo nie ma na korytarzu. W końcu ruszyła przed siebie. Nie spieszyła się.Grangerowie śpią, wiec nie ma się czym martwić. Była już przy schodach, kiedy nagle…
- Gdzie się wybierasz, mała dziwko? - Usłyszała za sobą szyderczy głos Georga. Odwróciła się powoli i spojrzała mu prosto w oczy.
- Wychodzę - mruknęła tylko.
- Znów zamierzasz się kurwić po nocy? Chyba nie uważasz, że Ci na to pozwolę, co? – oznajmił, po czym zrobił w jej stronę kilka kroków. Panika, która narastała z każdą chwilą, nie pozwalała wymyślić planu ucieczki. „Chwila, przecież jestem czarownicą” – pomyślała. Sięgnęła do buta po swoją różdżkę i wycelowała nią w mężczyznę, który natychmiast się zatrzymał.
- Myślisz, że się Ciebie boje? Nie możesz czarować poza tą szkołą dla dziwaków, więc schowaj ten patyk, bo ci go połamię - zaśmiał się delikatnie i ruszył znów w jej kierunku.
- Chyba zapomniałeś, że jestem już pełnoletnia. - Była pełna podziwu. Jak można być takim kretynem? - Drętwota! Teraz się trochę zabawimy, TATO. - uśmiechnęła się złowrogo. Mężczyzna już po chwili unosił się nad ziemią, lecąc wprost do sypialni.
- Co tu się dzieje? CO TY MU ZROBIŁAŚ IDIOTKO?! George? George! Mów natychmiast co mu zrobiłaś?!- histeryzowała jej matka, która nagle pojawiła się obok.
- Crucio… - powiedziała wyraźnie, celując różdżką w kobietę. Jane jak na zawołanie zaczęła zwijać się z bólu. Jej krzyk był jak muzyka dla moich uszu.
- Pożałujesz tego, że nigdy go nie powstrzymałaś. - Kolejny raz rzuciła na nią zaklęcie niewybaczalne. Widok jej ciała w takiej pozycji, sprawiał jej swego rodzaju radość. Po raz pierwszy czuła satysfakcję z tego, że inny człowiek odczuwa tak niewyobrażalny ból, jakiego ona doświadczała na co dzień.
- A to, za to, że śmiałaś się z tego wszystkiego. Byłaś szczęśliwa, mogąc widzieć moje cierpienie – powiedziała panna Wiem-To-Wszystko-A-Nawet-Jeszcze-Więcej i znów rzuciła zaklęcie. Hermiona już nie powstrzymywała swojego śmiechu, który tak szaleńczo wypływał z jej ust. Znów przerwała zaklęcie. Zerknęła na nią z politowaniem i przeniosła powoli wzrok na Georga.
- Ty nic nie warta dziwko - syknął pan Grenger. Widocznie zaklęcie przestało działać. - Jak śmiałaś? Wychowywaliśmy Cię przez tyle lat!
Na jego słowa zaśmiała się, patrząc mu prosto w oczy.
- Wychowywaliście? Pokażę Ci jak się mną zajmowaliście. Crucio! - ryknęła na całe gardło. Nie ściągała zaklęcia przez kilka minut. Czuła ból swojego ojca, widziała to w jego oczach, które raz po raz otwierał w szoku i zamykał ponownie. Nagle poczuła rękę na swoim ramieniu. Odwróciła wzrok od Georga, jednocześnie cofając zaklęcie. Zaraz za nią stał mężczyzna o matowo-szarych oczach,odziany w czarny, długi do ziemi płaszcz, przez co nijak nie mogła go rozpoznać.
- Dość już. Zrozumieli - powiedział po czym jednym machnięciem różdżki pozbawił najmądrzejszą dziewczynę od czasów Roweny Ravenclaw przytomności.
***
Właśnie wychodził z tajnego przejścia prowadzącego do Ministerstwa. Miał na sobie czarny płaszcz, dzięki któremu na tle ciemnej nocy pozostawał niezauważony. Na jego widok, mijająca budynek mugolka, natychmiast przyspieszyła. Odwrócił się by na nią popatrzeć, a ona zrobiła to samo. Kiedy napotkała jego wzrok krzyknęła i pobiegła w swoją stronę. Chłopak zaśmiał się pod nosem i ruszył przed siebie. Podobało mu się, że mugole się go bali.
Przechodząc obok jednego z domów usłyszał dziwnie znajomy krzyk:
- Wychowywaliście? Pokażę Ci jak się mną zajmowaliście. Crucio!
Słysząc jedno z niewybaczalnych ruszył szybkim krokiem w kierunku domu. Zatrzymując się na sekundę przed drzwiami doznał szoku.. „G., J. i H. Granger”. „Ha! Więc nasza szlama nie jest taka dobra i honorowa, jak na Gryfona przystało”. Pchnął drzwi i znalazł się w gustownie urządzonym przedpokoju. Beżowe ściany idealnie współgrały z ciemnymi panelami i machoniowym stolikiem, na którym stała misa na klucze. Z pomieszczenia wychodziły trzy pary drzwi i schody. Kolejny zduszony krzyk przywrócił go do rzeczywistości. Ruszył w stronę schodów, starając się nie narobić niepotrzebnego hałasu, który w tej chwili był najmniej pożądany.
Draco nie wiedział, że dziewczyna Wiem-To-Wszystko-A-Nawet-Jeszcze-Więcej potrafi rzucić zaklęcie niewybaczalne. Nie, ona nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego!
Położył jej rękę na ramieniu, a zdziwiona Gryfonka natychmiast przerwała zaklęcie.
- Dość już. Zrozumieli - oznajmił i rzucił na nią zaklęcie. Jej ciało bezwładnie opadło w jego ramiona. Zaciągnął się delikatnym, lawendowym zapachem jej włosów i wyniósł ją z budynku. Przed furtką posiadłości Grangerów zerknął ostatni raz w okna, gdzie tliło się lekkie światło, po czym aportował się do swojej posiadłości - Malfoy Manor.
Zerknął na uśpioną w jego ramionach dziewczynę. Zmieniła się przez te wakacje. Jej niegdyś wiecznie rozczochrane włosy teraz opadały falami na ramiona, twarz pogrążona w śnie była pozbawiona tej charakterystycznej zmarszczki która tworzyła się na czole dziewczyny za każdym razem kiedy zaczynała o czymś myśleć. Taka delikatna i krucha. „Malfoy idioto, o czym ty myślisz do cholery?! TO JEST SZLAMA! Przeliterować? S-Z-L-A-M-A!” Pokręcił głową chcąc odpędzić od siebie dziwne myśli na temat dziewczyny i ruszył w stronę swojej sypialni. Nikogo nie było w domu, mieszkał zupełnie sam więc nie musiał martwić się tym, że ktoś go nakryje.
Jego pokój mieścił się w zachodnim skrzydle posiadłości. Można było powiedzieć, że to apartament. Sypialnia urządzona gustownie i bogato, jednak bez zbędnego przepychu. Całe pomieszczenie mieniło się zielono-srebrnymi barwami. Na pierwszy rzut oka można było powiedzieć, że pokój ten należy do ślizgona. Ściany w tym miejscu były pokryte mieniącą się szarością, z pojawiającymi się gdzieniegdzie przebłyskami czerni. Podłoga wyłożona była miękką, zieloną wykładziną, która przywodziła na myśl letnią trawę, delikatnie łaskoczącą w stopy. W kącie pokoju stało biurko, a na nim ułożone w równy stosik leżały książki. Z daleka można było ujrzeć lekko wytartą okładkę podręczników od eliksirów i astronomii. Niedaleko ustawiono obszerną szafę, idealnie dopasowaną do całego wystroju. Pokój sam w sobie był fantastyczny. Może z powodu tak cudownie wyglądającej kolorystyki? A może dlatego, że meble tak doskonale do wszystkiego pasowały? Dużo można by opisywać, jednak najwięcej przestrzeni w pomieszczeniu zajmowało ogromne, starannie zaścielone łoże.
Podszedł do łóżka, odsłonił większą jego część i położył dziewczynę okrywając ją zielono-czarną, satynową kołdrą. Położył ją delikatnie i przykrył, po czym ulotnił się jak najszybciej z pokoju, żeby jej nie obudzić.
***
Dziewczyna ocknęła się sama w nieznanym pokoju. Na początku pomyślała, że umarła i znalazła się w piekle, ale uznała, że ból głowy, który teraz odczuwa w głowie jest nazbyt realny. Chciała się podnieść, ale zakręciło jej się w głowie i znów opadła na miękkie poduszki. Postanowiła podnosić się powoli, pokonując przy tym ból. Kiedy usiadła i oparła się o zagłówek łóżka zorientowała się, że jest w samej bieliźnie.
„No super.” - pomyślała. Jest w samej bieliźnie, w obcym domu,na dodatek w obcym ŁÓŻKU! Już zaczęła myśleć co z nią zrobili, ale uznała, że gorzej niż jej „ojciec” nie mógł nikt zrobić. Na wspomnienie o George’u zaczęła sobie przypominać wczorajsze zdarzenia. Nie żałowała żadnej swojej decyzji. Zrobiła dokładnie to, co chciała zrobić od bardzo dawna.
Dźwięk otwieranych drzwi zakończył jej rozmyślania. Zsunęła się na poduszki i przykryła kołdrą po samą szyję udając, że nadal śpi. Osoba, która weszła do pokoju była elegancjo ubrana. Mleczno-biała skóra i platynowe przydługawe włosy, uświadomiły jej, kto to jest. Znała tę osobę. Był to Dracon Lucjusz Malfoy. Naczelny dupek, irytująca, zadufana w sobie fretka Hogwartu. Wróg numer jeden większej części szkoły. Swoje kroki skierował w stronę toalety, gdzie po chwili można było usłyszeć szum wody spod prysznica.
Ponownie podniosła się na łokciach, nie zważając na ból, który temu towarzyszył. Bez skrępowania rozglądała się po pokoju oceniając go pod każdym względem. Dość obszerna biblioteczka, biurko na którym piętrzyły się jakieś papiery, kanapa, stolik. Normalny hotelowy apartament.
Wcześniej słyszany szum wody ustał, a po chwili z toalety wyłonił się Malfoy we własnej osobie, ubrany w dresowe spodnie i białą, opinającą jego ciało podkoszulkę. Swoje kroki skierował w stronę okna tylko po to, aby je zasłonić, co uświadomiło brunetce, że jest późna godzina nocna. Platynowy skierował wzrok na łóżko, przez co dziewczyna była zmuszona zamknąć oczy. Po chwili poczuła jak materac obok niej ugina się pod ciężarem innego ciała. Mimowolnie jej ciałem targnął dreszcz strachu. Czuła jak Malfoy obraca się w jej stronę i układa do snu. Zaczęła się denerwować co owocowało nerwowymi ruchami.
- Granger skończ się wiercić – westchnął. - Źle ze mną, skoro mówię do śpiącej osoby. Malfoy weźże się w końcu za siebie. Boże, zaczynam do siebie mówić, przyda się jakiś psychiatra... – mruczał.
Hermiona nie mogła się nie zaśmiać, słysząc monolog dochodzący zza jej pleców.
- Granger i z czego rżysz? Uważasz, że to... - Chwila konsternacji Dracona dłużyła się dziewczynie w nieskończoność. - Kiedy się obudziłaś?
- Jakieś 10 minut temu - odpowiedziała zachrypniętym głosem. - Dlaczego jestem prawie naga?
- Niby najzdolniejsza czarownica od czasów Roweny, a zadaje tak głupie pytania. Rozebrałem Cię dzisiaj, a ubrania oddałem Guzikowi, mojemu skrzatowi,  aby mógł je wyprać. A teraz łaskawie zatkaj jadaczkę, bo miałem ciężki dzień i zmęczony jestem. Dobranoc.
- Mmm... Dobranoc - mruknęła. „Dlaczego nie wstaniesz głupia, przecież on już śpi. Pewnie nawet nie zauważy, że zniknęłaś" Zatopiona we własnych myślach nie zwróciła uwagi, na zbliżające się ciało. „Dobra, Hermiono! Teraz wstaniesz, poszukasz ubrania i spadasz stąd jak najszybciej!". Kiedy jedną nogą była już poza łóżkiem, zimna, blada ręka owinęła się w jej pasie i przysunęła do siebie. "CO SIĘ DZIEJE? DLACZEGO ON TO ROBI?!  MALFOY POKRAKO PUSZCZAJ MNIE!" Lekko panikowała odciągając od siebie rękę platynowowłosego. Ten jakby wyczuł co zamierza zrobić dziewczyna zacisnął mocniej rękę i przylgnął całym ciałem do drobnej dziewczyny. „Poddaję się". Ułożyła głowę na ręce Malfoya i przymknęła oczy oddając się w objęcia Morfeusza.
***
Świat ujrzał szaro-stalowe oczy, gdy tylko pierwsze promienie słońca wpadły do pokoju przez źle zasłoniętą zasłonę. Ziewnąłprzeciągle i chciał wstać, jednak coś spoczywało na jego klatce piersiowej. Kiedy spojrzał w dół, zaatakowały go czyjeś miękkie,brązowe loki. Granger. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem i ściągnął ją z siebie, kładąc na miejsce obok jak najdelikatniej potrafił. „Nie chce mieć z nią do czynienia od samego rana" - westchnął w myślach. Swoje kroki skierował do toalety gdzie zamierzał wziąć szybki prysznic i iść coś zjeść.
Ubrany w materiałowe spodnie i najzwyklejszą w świecie koszulkę, wyszedł po cichu z pokoju, kierując swoje kroki do kuchni,z zamiarem przygotowania czegoś pożywnego do jedzenia dla dwóch osób. „To dziwne. Nigdy nie robiłem nic dla dwojga. Draco,do cholery, po co ją tu przyprowadziłeś?!” - odezwał się cichy głosik w jego głowie. Co gorsza nie potrafił mu odpowiedzieć. Nie wiedział. „Po co się do niej tuliłeś?”. Kolejne pytanie pozostawione bez odpowiedzi. NIE WIEDZIAŁ! Ten widok Granger leżącej w jego łóżku,był taki… taki… nawet nie wiedział jak to nazwać. Jego umysł był właśnie jedną, wielką czarną dziurą.
Ruszył w stronę lodówki, żeby wyciągnąć wszystkie produkty potrzebne do przygotowania śniadania. Omlety. Najprostsze, a zarazem pożywne jedzenie. Nic dodać nic ująć. Rozbił kilka jajek do jednej z misek, a zaraz po nich dodał mąki. Następnie sól jak zwykle oszczędnie, w końcu nie jest zbyt zdrowa. Wrzucił troszkę margaryny na rozgrzaną patelnię i wylał na nią wymieszane składniki. Kiedy jeden placek był już gotowy, zabrał się za przygotowanie drugiego. Nalał do szklanek soku pomarańczowego i przełożył wszystko na tacę, którą zaniósł do sypialni.
Kiedy otworzył drzwi zobaczył, że pokój jest pusty. Po chwili dało się usłyszeć szum wody z toalety. „No jasne, Malfoy, Ty idioto. Ona od dwóch dni się nie kąpała.”
- Granger? - zawołał kładąc tackę na stoliku przy łóżku. Po chwili szum wody ustał, a z toalety wyszła zguba, ubrana w Draconowy, zielony szlafrok. Chłopak podziwiał jak satyna przylega do jej wilgotnego ciała. Jego wzrok spoczął na jej piersiach, które były wyraźnie zarysowane. Draco pomyślał, że gdyby wystartowała w miss mokrego podkoszulka miałaby duże szanse na wygraną. „DRACO, TY DEBILU, NA CO TY PATRZYSZ?” - opieprzył się w myślach i przeniósł wzrok na talerze. - Zrobiłem śniadanie - powiedział trochę speszony.
- Malfoy, co Ty…


Alice&Sasza <3

19 grudnia 2013

Prolog.

Usłyszałam odgłos ciężkich butów na schodach. Znowu tutaj idzie. Okryłam się szczelniej kołdrą i odwróciłam plecami do drzwi. Poczułam, że po policzku spływa mi łza. Natychmiast ją wytarłam, mając na uwadze, że on nie lubi jak płaczę. Wtedy wszystko bardziej boli.
Już jest przy drzwiach. Zaraz tu wejdzie i ten koszmar zacznie się na nowo. Z otwartego okna zawiał wiatr, przynosząc ze sobą zapach alkoholu. Był pijany, jak zawsze. Podszedł do okna i szybko je zamknął, opierając się o parapet.
- Nie chcemy byś zmarzła, prawda kochanie? – powiedział. Nie odpowiedziałam, tylko okryłam się kołdrą jeszcze dokładniej. Chyba wziął to za odpowiedź twierdzącą, bo podszedł do mnie i przysiadł na łóżku. Nie mogłam powstrzymać łez, które gromadziły mi się w oczach.Próbowałam nie wydać przy tym żadnego dźwięku, ale moje starania poszły na marne. Kiedy tylko zauważył mój cichy płacz, jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił, a w oczach błysnęła złość.
- CO TO JEST?! - wrzasnął. Wiedziałam o czym mówi. Szarpnął moim okryciem tak, że po chwili leżałam na plecach. Zawsze to robił, więc byłam pewna, co zaraz nastąpi.
- Nie, nie. Proszę nie… - zaczęłam błagać i moje policzki zrobiły się jeszcze bardziej mokre.
- I czego ryczysz? – warknął. - Przecież to lubisz. - uśmiechnął się do mnie w TEN sposób. Nienawidziłam go. Tak bardzo go nienawidziłam. Potrafił sprawiać tylko ból, zarówno  fizyczny jak i psychiczny, ale nawet nie zwracał na to uwagi.
Zaczęło się. Zaczął zabierać mi kołdrę, ale trzymałam się jej najmocniej jak potrafiłam. Była moją ostatnią deską ratunku. Nie udało się. Materiał upadł na podłogę, a ja zostałam w krótkiej koszuli nocnej. Tylko takie miałam w szafie. Dotknął mojego uda i przesuwał dłoń coraz wyżej. Bałam się, cholernie się bałam... tego bólu, tego dotyku. W tamtej chwili bałam sie wszystkiego co mnie otaczało.
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam na drugi koniec pokoju. Wstał i podszedł do mnie. Widziałam szaleńczą furię w jego oczach. Skuliłam się czekając na pierwsze uderzenie. Nadeszło szybko, tak jak się spodziewałam. Uderzył mnie prosto w twarz, a ja zaczęłam krzyczeć.
- Tak chcesz się bawić? - zapytał i wyciągnął z półki srebrną taśmę. Oderwał kawałek i zakleił mi usta. Pociągnął na łóżko, gdzie zerwał ze mnie koszulę. Już nic nie mogło go powstrzymać. Nie liczyłam na moją matkę, która sama go do tego zachęcała.
- Rób to, czego chcę, a żadna krzywda ci się nie stanie - wycedził przez zęby. Nie widząc jakiejkolwiek reakcji zaczął krzyczeć. - ROZUMIESZ?! – Przestraszona pokiwałam lekko głową.
Jego dłoń ponownie pojawiła się na moim udzie. Tym razem dotarła aż do moich majtek, które delikatnie ściągnął. Nie spuszczając ze mnie wzroku zaczął się rozbierać. Zamknęłam oczy. Chwilę później poczułam jego dłoń na policzku. Znowu mnie uderzył.
- Otwórz oczy. Masz to wszystko widzieć. - Posłusznie zrobiłam to, co powiedział. Mówi się, że oczy odzwierciedlają duszę człowieka, więc jakim ja muszę być, gdy w moich oczach widzi się tylko nienawiść i żałość?
Opadł na mnie. Poczułam jego ciężar ciała na swoim i wiedziałam co zaraz zrobi. Widziałam jego oczy. Oczy szaleńca. Starałam wyrwać się z jego objęć. Uderzyłam go jedną ręką w twarz, a drugą w klatkę piersiową. Niestety był silniejszy i natychmiast mnie unieruchomił.
- Nic Ci to nie da. - znowu uśmiechnął się w TEN sposób. - Ostrzegałem Cię, kochanie. - Tym razem zamiast w twarz, dostałam w brzuch. Jęknęłam przeciągle, zapominając o taśmie na moich ustach. Czułam jego rękę pomiędzy moimi udami. Wsunął we mnie palec. Zaczął się śmiać.
- Lubisz to. - Nie wiem czy chciał przekonać siebie czy mnie. - Przestańmy się bawić jak dzieci. Przecież jesteś już dorosła. - Palec w mgnieniu oka zamienił się na coś o wiele większego i grubszego. Łzy, które przez jakiś czas starałam się powstrzymać, teraz strumieniami płynęły po moich policzkach. Zaczął się ruszać bez ostrzeżenia, szybko i brutalnie. Taśma, którą wcześniej zakleił mi usta, nie pozwalała mi na najmniejszy krzyk. Z moich ust wydobył się jedynie dziwny dźwięk. Mężczyzna musiał odebrać to za odgłos rozkoszy, bo znów się uśmiechnął przyspieszając ruchy swoich bioder.
Nagle coś odrzuciło go na drugi koniec pokoju. Nie wiedziałam co to było, ale postanowiłam wykorzystać chwilę nieuwagi. Wybiegłam z pokoju i udałam się do łazienki przekręcając klucz. Po chwili przyszedł i zaczął się dobijać.Wrzeszczał i bił pięściami w drzwi. Byłam pewna, że można było usłyszeć to poza naszym domem.
Po jakimś czasie usłyszałam kroki. O wiele lżejsze i cichsze od jego. Wiedziałam, że to moja matka.
- Zostaw ją. Zobaczymy jak długo wytrzyma. Chodź do łóżka – powiedziała. - Ale zobacz.. -  po chwili Jane zaśmiała się.
- Zajmiemy się tym na osobności, chodź.
Ostatnią rzeczą którą słyszałam był jego śmiech.
Nie wiem ile czasu spędziłam w toalecie. Siedziałam, płakałam i wymiotowałam na zmianę. Czułam się jak ostatni śmieć, jak nic nie warte ścierwo.
Tak wyglądała moja relacja z ojcem. Do tej pory pamiętaj jak to się zaczęło. Miałam chyba siedem lat, kiedy matka pojechała na konferencję za granicę, zostawiając mnie z ojcem samą. Przyszedł wtedy do domu i wszedł do mojego pokoju. Nie wiedziałam, że to zrobi. Myślałam, że to jakaś zabawa. Matki nie było cały tydzień, a ojciec mnie gwałcił raz za razem. Myślałam, że jak jej powiem to coś z tym zrobi; że każe mu przestać, ale ona tylko powiedziała, żebym była grzeczna i robiła to, czego on chce. Po to tu jestem.

Alice&Sasza <3

Lydia Land of Grafic